photo courtesy of Małgorzata Lebda






„Nie lubię luster ani tkających zegarów”

 

- wywiad z Genowefą Jakubowską-Fijałkowską

 

 

Kliknij na zdjęcie, aby przeczytać wiersze publikowane na ŚLĄSKIEJ STREFIE GENDER…



Gdzie mieszkasz i gdzie zaczęła się Twoja kariera literacka?


Czasem mówię , że jestem z prowincji. Słowo prowincja ma tyle znaczeń, a jednocześnie jest jakby dookreślone, nazywa to wszystko, co jest poza centrum, na poboczach, na granicach, w okolicach. Urodziłam się w Mikołowie, w powiatowym miasteczku na Górnym Śląsku, tak jest na dzisiaj administracyjnie,  wtedy było to sołectwo Mokre, wioska. Ale my nie mieliśmy ziemi ani nieruchomości. Mieszkaliśmy w przybudówkach, na tyłach prywatnych domów z wychodkiem na podwórku, okna były nisko jak w piwnicznych izbach, pułapki na myszy stały w kątach przez cały rok. Pierwsze wiersze pisałam w drodze do szkoły pomiędzy polami, na łąkach albo na wagarach na cmentarzu opowiadałam sobie bajki.


Potem rodzina migrowała do większego miasta. Mieszkałam w Tychach  prawie dwadzieścia lat, tam napisałam pierwsze wiersze, skończyłam wieczorowy ogólniak dla pracujących i urodziłam córki. Debiutowałam 1972 roku  w miesięczniku „Odra” u Tymoteusza Karpowicza. Publikowałam wiersze i kilka opowiadań w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w wielu pismach literackich, potem zamilkłam prawie na dziesięć lat. Dopadł mnie ból istnienia, który łagodziłam alkoholem  spadając coraz bardziej na dno. Wróciłam  z powrotem do Mikołowa, żyłam na krawędzi, słowa do mnie nie wracały. Może nie szukałam ich w tym piekle. Któregoś dnia w psychiatryku zaczęłam wracać do życia i do słowa, które bardziej było kwileniem niż nazywaniem.


W roku 1994 ukazał się mój debiut książkowy Dożywocie, w którym znalazły się wiersze z okresu prasowego debiutu i wiersze nowe.  Mój comeback wzbudził spore zainteresowanie prasy w środowisku lokalnym i nie tylko. Na podstawie wierszy z Dożywocia Polskie Radio Katowice wyemitowało słuchowisko teatralne, potem było tych słuchowisk jeszcze kilka na podstawie następnych książek poetyckich. Pisałam, publikowałam wiersze, byłam nagradzana na ogólnopolskich konkursach literackich, wydałam kolejne książki: Pan Bóg wyjechał na Florydę, Pochylenie, Czuły nóż Ostateczny smak truskawek; w roku 2010 zamknęłam wyborem wierszy i wtedy mnie twoja gorączka czas wierszy-noży, czas zdławionego krzyku. Nie wiem, na ile jest w tym przeznaczenia, na ile przypadku, że musiałam wrócić do Mikołowa i zastać tutaj, żeby znowu zacząć pisać. Mówią, że Mikołów to miasto poetów, że pozostała w tym miasteczku po Wojaczku magia i naznaczenie.



W szerszym kontekście Twojej twórczości, czym dla Ciebie jest ta książka, jako nowy zbiór wierszy po polsku ale i też ich tłumaczenie?


No tak, jest książka już teraz dotykalna, przedtem była promocja książki, której nie było, była w przestrzeni, wracała tam i z powrotem… i jest! Co to dla mnie i dla książki znaczy? Nie napisałam książki, napisałam wiersze, one są w mojej  krwi. W przestrzeni, którą oddycham, w której zasypiam i w której się budzę. Wiersz to jest książka, która jest wierszem. Czym jest ta książka… jest psalmem, który piszę. Od trzech lat wiersz dopada mnie jak sukę w rui, którą ścigają psy. Nie umiem przestać. Napiera czas, to wszystko co jest, co będzie, przychodzą wizje, stają się we mnie przepowiednie i wraca czas przeżyty, doświadczony. Starając się o stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego miałam w zamyśle nową książkę, ale bardziej wiedziałam, że napiszę wiersze, że będę gotowa złożyć z tego nowy tom poezji. Jest książka, w której rozsypane wiersze stają się całością, którą mogę dać czytelnikowi. Czytanie pojedynczych wierszy rozprasza się w przestrzeni i czasie, książka jest strzałem w serce.



Jak wyglądał proces tworzenia książki?


Książkę konstruował czas pisania wierszy. Nie mam pomysłów na wiersz , to zawsze jest emocja, świadectwo, spotkanie z drugim człowiekiem, przeżycie, zapach, dźwięk, obraz za oknem… i zaczyna mi się pisać słowami film, w stop klatkach, poetycki reportaż, biografie innych i moja własna… bohaterowie są codzienni, zwyczajni  z rynku mikołowskiego, z mojej przestrzeni… bohaterowie prowincjonalni, wykluczeni, ale też ze środka, ze szczytu i przez to uniwersalni. Wszyscy jesteśmy bohaterami wierszy.


Pytasz o inspiracje, jest taka książka „Szczeliny istnienia” Jolanty Brach-Czaina (Stefan Morawski napisał: „Ani w literaturze polskiej, ani obcej nie ma takiej książki”)… czytałam ją pisząc wiersze, które znalazły się w tomie Ostateczny smak truskawek. Coś mi ta książka robiła bardzo bolesnego, a jednocześnie dawała mi zgodę na to, co jest. Przyroda nie dba o cierpienie. Dlaczego więc człowiek, skoro jest częścią wielkiego świata natury, miałby nie cierpieć? Nie wiem może od wtedy coś działo się we mnie, co zmierzało do wierszy z Performance, do tej kafkowskiej  „Przemiany” (teraz odpowiadając na Twoje pytanie odkryłam znaczenie tytułu swojej nowej książki!) To jest magia. Nie wiesz o tym, potem odkrywasz. Poezja jest  parapsychologiczna. Śnią mi się sny, w których moje wiersze zmykają się szafie, w moich ścianach pokoju i w tym cholernym lustrze w łazience. Ciągle mnie podgląda i to co za mną i przede mną. I za mną. Nie lubię luster, ani tkających zegarów.



Czy pisanie z czasem przychodzi łatwiej, czy trudniej?


I znowu wracając do pisania książki, to jej nie piszę, piszę wiersze… a nawet to nie tak, wiersze są jak zapisywanie symfonii, to we mnie  musi brzmieć, choć nie jest muzyką tylko słowem, ale słowo  to jednak dźwięk. Poprzednie moje książki były słowem mówionym, które stawały się na przestrzeni Mikołowa i we mnie, zanim je zapisałam były we mnie na pamięć, na spotkaniach poetyckich mówiłam je z pamięci,  tamte wiersze noże, całe swoje poprzednie książki znałam na pamięć. 29 maja 2009 roku , w deszczowy majowy wtorek po spotkaniu ze słoweńskimi poetami w Instytucie Mikołowskim wracałam do domu:


noc była deszczowa samobójcza zimna majowa

w czarnej rozpaczy wróciłam do domu białą taksówką

w tym śnie gdy wróciłam śnił mi się poemat

o miłości wyuzdaniu  alkoholu i seksie


/wiersz Róża, z książki Performance/


I piszę ten sen i ten poemat od wtedy i nie umiem przestać.



Jesteś podróżniczką, bywasz na krańcach świata, a jednak nie piszesz o swoich podróżach. Dlaczego? Czy możesz opowiedzieć, gdzie byłaś?


Moje podróże to ucieczki, poszukiwanie siebie samej w świecie i poszukiwanie  świata w sobie. To brać w usta czerwoną afrykańską ziemię, gdzie samotność jest jak dotykanie Boga, jak stwarzanie świata od nowa. Podróże to ocalenie siebie samej w nieskończonej przestrzeni wszechświata i najpiękniejsze jest oczekiwanie na podróż, być w tym pragnieniu, żeby potem sycić to pragnienie jak w źródle , gdy już prawie wyschły mi z pragnienia usta. Moje podróże, to jest coś, z czym nie umiem się dzielić. Byłam w połowie świata. Europa, Azja , Ameryka  Południowa, Afryka. Afryka moja miłość, mój  śmiertelny wirus. Chciałabym umrzeć w Casablance , ciągle odkładam podróż do Maroka…w tym roku jadę na Madagaskar.



Czym dzisiaj jest poezja w Polsce dla Ciebie? Dopinguje Cię jej dalszy rozwój? Czy ciągle ją czytasz?


Nie wiem. Poetów i poetek w Polsce, jak mrówek, gdzieś musi być królowa, ale nie wiem gdzie jest. No cóż śpiewać każdy może, jeden lepiej drugi gorzej. Nie wiem, jak jest gdzie indziej, ale u nas na pewno są nazwiska i sporo dobrej poezji innych, są też jeszcze grafomanii i coś pomiędzy. Otwieram jeden z nielicznych miesięczników kulturalnych i znowu on. On jest wszędzie! Otwieram jeden z nielicznych kwartalników i znowu on. On jest wszędzie. Włączam TVP Kultura (mam na dziesiątym kanale) i znowu kurwa, on. On jest wszędzie. To już wiesz, poezja  w Polsce jest wszędzie!



Twoja poezja za granicą staje się coraz bardziej popularna. Jaka jest reakcja publiczności w innych krajach?


Pierwsze tłumaczenia moich wierszy zostały opublikowane w języku czeskim w roku 2006,  w sieciowym kwartalniku „POBOCZA”  w czasopiśmie poświęconym kulturze  Europy Środkowej i Wschodniej, w roku 2008 tamże ukazały się tłumaczenia moich wierszy na język serbski i słoweński. Kilkakrotnie brałam udział w międzynarodowych festiwalach „POBOCZA” organizowanych w Polsce, w Więcborku i tam poznałam czeską tłumaczkę moich wierszy Lenkę Daňhelovą. Wtedy to zaczęła się moja przygoda z czeskim czytelnikiem. Lenka Daňhelová tłumaczyła moje wiersze  i publikowałam swoje utwory w czeskiej prasie literackiej. Ukazał się także mój obszerny wywiad z wyborem moich wierszy w czeskim kwartalniku HOST. Lenka Daňhelová, przetłumaczyła również mój tom wierszy Czuły nóż i zaczęła zabiegać o jego wydanie w Czechach. W roku 2011 ukazał się wydany przez Protimluv w Ostrawie mój czeski wybór wierszy  Něžný nuž, który zawierał wybór wierszy z trzech tomów. Zanim spotkałam się z czeskim czytelnikiem na promocji książki miałam okazję czytać kilkakrotnie swoje wiersze na Międzynarodowym Festiwalu STRANOU  w Czechach. Nie chce być nieskromna, ale Czesi lubią moje wiersze, mówią mi o tym i jak to oni, biorą serdecznie w uścisk. Zapraszają mnie teraz  w czerwcu do Pragi na kolejne  spotkanie z moją czeską książką  i w lipcu do Ostrawy. Lubię swoje wiersze w języku czeskim.


Byłam także tłumaczona na język słoweński, brałam udział w festiwalu poetyckim  Lirikonfest  w  Velenje w Słowenii i publikowałam swoje wiersze w antologiach.


Niezwykłą jednak przygodą było spotkanie moich wierszy z odbiorcami we Wiedniu. Brałam udział w festiwalu literackim. Moje niemieckie wiersze czytali studenci szkoły teatralnej i usłyszałam w ich interpretacjach  siebie, prawdziwie, żywo. Choć nie znam języka, miałam wrażenie, że napisałam te wiersze po niemiecku. W kuluarach imprezy podchodzili do mnie słuchacze przekazując wyrazy uznania. To było niesamowite. Byłam wzruszona i pomyślałam wtedy, że to ma sens, pisać wiersze, że coś to daje czytelnikowi, że czegoś przez mój wiersz doświadcza.  W roku 2010 Robert Rybicki dał mój wybór wierszy i wtedy minie twoja gorączka tłumaczce Urszuli Usakowskiej Wolff. Spodobały jej się moje wiersze, przetłumaczyła prawie trzydzieści utworów, które zostały opublikowane wraz z jej omówieniem w niemieckim piśmie Matrix. Wiersze znalazły pozytywny oddźwięk zarówno u czytelników jak i wydawcy, który zabiegał o środki finansowe na tłumaczenie mojego wyboru. Z informacji przekazanych przez tłumaczkę wynika, że Instytut Książki w Krakowie przeznaczył środki finansowe na tłumaczenie mojego niemieckiego wyboru wierszy. Pozostało trzymać kciuki.


Nie miałam jeszcze okazji spotkać się na żywo z rosyjskim i anglojęzycznym czytelnikiem moich wierszy, gdy kiedyś tak się stanie, będę miała jak zawsze dużo lęku, ale mimo wszystko, mimo całego niepokoju i zadawania sobie pytań po co, dla kogo, dlaczego, wierzę swoim wierszom.



rozmawiał Marek Kazmierski



Comments are closed.